Hakerzy najczęściej pracują nocą


Jest ich w Polsce najwyżej kilkuset. Pracują głównie nocami. Ich projekty są tajne. Ci prawdziwi mają swoje zasady: nie wyrządzają szkód, nie łamią prawa. Można ich wynająć do każdego zadania. Bo haker to – jak się okazuje – bardzo poszukiwany pracownik.

Hakerów zatrudniają agencje wywiadu, banki i największe sklepy internetowe. – Nawet nie wiesz, ile razy dziennie korzystasz z owoców naszej pracy – śmieje się jeden z nich, pracujący na co dzień w zespole bezpieczeństwa dużego banku.

O polskich hakerach zrobiło się głośno w maju ubiegłego roku, gdy zaatakowali serwery policji. Zostawili na jej stronie swój ślad, pisząc, że to odwet za zamknięcie najpopularniejszej strony z napisami do filmów – napisy.org. Podpisali się jako „grupa bojowników o wolność słowa w polskim internecie”. Do tej pory nie udało się namierzyć osób odpowiedzialnych za ten atak.

– Posługujemy się nickami, po nich się rozpoznajemy, bo środowisko jest małe. Zwykle nie ma problemu, żeby podpisać się pod swoimi dokonaniami. Chyba, że coś jest nielegalne. Mogę się domyślać, kto stał za zhakowaniem strony policji, ale na szczęście nikt nie był na tyle głupi, żeby się podpisać – mówi haker.

Kodeks hakera

Samo określenie „haker” wywodzi się właśnie z Massachusetts Institute of Technology, gdzie pojawiło się w latach 60. Słowo „hack” określało surrealistyczne żarty, jakie dla zabawy robili sobie studenci – jak np. owinięcie górującej nad kampusem uniwersyteckim kopuły folią odbijającą promienie świetlne. Żeby zasłużyć na to określenie żarty musiały się wyróżniać szczególną pomysłowością i stylem.

Dziś słowo haker ma określać osobę o bardzo dużych umiejętnościach komputerowych. Dzięki nim jest w stanie wyłapać błędy w danym systemie lub programie, złamać zabezpieczenia, by pokazać, jak je udoskonalić. Honorowy haker nie może działać złośliwie, niszczyć danych, działać niezgodnie z prawem. – Media i filmy zrobiły tu dużo szkody, pokazując hakerów jako ludzi, którzy są na bakier z prawem – przyznaje Marek Hołyński.

Bo haker to nie cyberprzestępca. Ma swoje zasady, których musi bezwzględnie przestrzegać. Przede wszystkim, nie szkodzić. Żaden szanujący się haker nie włamie się gdzieś po to, by zniszczyć lub ukraść komuś dane. – Wiele rzeczy wykonuje też za darmo. Udostępnia proste programy, które mogą się przydać innym użytkownikom, nie bierze pieniędzy za zlokalizowanie luk w danym systemie bezpieczeństwa – wyjaśnia Hołyński.

Prawdziwi hakerzy odcinają się od szantażystów takich jak grupa, która w kwietniu ubiegłego roku złamała zabezpieczenia internetowej firmy home.pl i dostała się do paneli administracyjnych jej klientów, w tym Ministerstwa Edukacji Narodowej. Za nieopublikowanie informacji, które zdobyli, zażądali 200 tys. złotych. Sprawą zajęła się prokuratura.

 

Źródło: www.gazetapraca.pl